23 stycznia 2012

Wywiad z Piotrem Borowcem, rozmawiał Krystian Kocanowski, Lektorzy - Encyklopedia Głosów

Powrót do Spis Treści
Tekst opracował: Krystian Kocanowski
Publikacja: 23.01.2012, 18:26
Ostatnia aktualizacja: brak aktualizacji


Piotr Borowiec  - Wywiad








fot. RMF Classic


"Najlepszy, profesjonalny, przeźroczysty..." to tylko kilka z cech jakimi lektor, Piotr Borowiec jest określany przez telewidzów. Co ma do powiedzenia Piotr Borowiec na temat pracy lektora? Zapraszam do lektury... Rozmawiał Krystian Kocanowski, autor Encyklopedii Głosów.

Krystian Kocanowski: Jest wiele opinii, że Pana głos jest jednym z najbardziej bezbarwnych. Jak Pan do tego podchodzi i jak wytłumaczyć taką opinię?

Piotr Borowiec: Określenie "bezbarwny", w kontekście wykonywanego przeze mnie zawodu, brzmi niezbyt fortunnie. Istotę działalności lektora bardziej oddają słowa "transparentny" czy "przeźroczysty". Taki staram się być w filmie. Co jednak nie wyklucza posługiwania się intonacją czy interpretacją. Efekt "nieobecności" lektora w filmie można uzyskać jednie wtapiając się-o ile to możliwe- w ścieżkę dźwiękową. Barwa głosu oraz sposób interpretowania tekstu mają tu podstawowe znaczenie. Jeżeli lektor nie przeszkadza w odbiorze filmu i nie zmusza widza do użycia pilota w celu przełączenia kanału TV, to znaczy, że spełnia swoją rolę. Oczywiście cieszą mnie opinie, że spełniam podstawowe kryteria i traktuję je jak komplement. A jeśli czasem ktoś mi powie, że „dooglądał” do końca kiepski film tylko ze względu na to, że go czytałem -to jestem w lektorskim "siódmym niebie".

Jak wspomina Pan pracę jako aktor w teatrze bądź telewizji? Dlaczego Pan z tego zrezygnował?

W "krótkich słowach" nie da się tego opisać. W teatrze instytucjonalnym pracowałem krótko. W szkole teatralnej grałem głównie ojców, ludzi dojrzałych, ukułem więc własną teorię, że moje życie w teatrze zacznie się po 50-tce i spokojnie mogę czekać na "swój czas". Lata minęły nie wiedzieć kiedy, więc-ten moment nieuchronnie nadchodzi!

Mógłby Pan powiedzieć coś więcej o swoich początkach pracy z mikrofonem?

Moja pierwsza, nieudolna próba zapisu dźwięku miała miejsce w moim (wspólnym z trzema braćmi) pokoju. Byłem nastolatkiem i nagrałem wiersze Andrzeja Bursy, który czas jakiś był moim idolem. Tomik z jego poezją był wówczas prawie niedostępny, więc gdy tylko wpadł mi w ręce, postanowiłem w ten sposób utrwalić dla siebie tę poezję. Mam tę kasetę(nagrana na radiomagnetofonie "Grundig") do dziś. Pierwsze zawodowe kroki czy raczej moje raczkowanie -to Radio Zielona Góra. A "stajnia", z której wyszedłem to Nieustraszeni Łowcy Dźwięku z Krakowa.

Dlaczego zdecydował się Pan zostać lektorem?

To nie była decyzja, tylko determinacja. I przypadek. Po krótkiej włóczędze po polskich teatrach wróciłem z żoną i dziećmi do Krakowa, w którym byliśmy zakochani, a który-jak się okazało-nie odwzajemniał naszego uczucia. Na etat w teatrze nie było szans . Pracowaliśmy jako "wolni strzelcy". Sporadycznie. Pewnego razu, słuchając mimochodem, przy pracach domowych jakiegoś filmu, zwróciłem uwagę, że lektor czyta niektóre zdania jakoś "pod włos" i, że ja wiem jak to powinno brzmieć. W ten sposób uświadomiłem sobie, że w ogóle istnieje lektor! I, że prawdopodobnie mógłbym czerpać radość i pieniądze z wykonywania tego zawodu. Od tej myśli do realizacji zamierzeń wiodła kręta i wyboista, ale stosunkowo krótka droga. Ironią losu jest fakt, że Warszawy nie darzyliśmy szczególnymi uczuciami, a ona przyjęła naszą rodzinę nad wyraz przychylnie.

Kiedy zaczął Pan pracę jako lektor filmów fabularnych i czy pamięta Pan swój pierwszy "przeczytany" film?

Swoje pierwsze filmy przeczytałem dla firmy "Zone Visione" w połowie lat 90-tych. Pierwszy film? To był chyba fabularyzowany dokument o Izaaku Newtonie - prawdopodobnie dla telewizji regionalnych. Pierwsza "fabuła"- to chyba "K-9" dla Polsatu.

Skąd pomysł na spektakl "Głos ma twarz, czyli sztuka uwodzenia dźwiękiem"?

Z przemęczenia. Żartuję. Spektakl jest efektem zderzenia tego, co od jakiegoś czasu pielęgnowałem w głowie i, z pozoru, przypadkowych spotkań. Ale również z ogromnej "tęsknicy" za sceną. Większość swego czasu spędzam zamknięty w małym pomieszczeniu - tzw. dziupli. W odosobnieniu, w towarzystwie monitora i mikrofonu, pochylony nad tekstem. Wystarczy to przeczytać i już się chce uciekać ! Nie dziwota więc, że gna mnie w jakieś inne rejony. Mój przyjaciel z roku, ze szkoły teatralnej Zbigniew Kozłowski obchodził 45-te urodziny, które uczcił samodzielnie wyprodukowaniem spektaklem "45 stopni" (do obejrzenia w Krakowie-polecam!!!). To mnie zainspirowało, a ponieważ kończyłem właśnie 48 lat, stało się oczywiste, że musiał powstać koncert pod tytułem "44 i 4" - no, chciałem Zbigniewa jakoś przebić, a siebie poniekąd odmłodzić. Do pomocy zaangażowałem wszystkich znanych sobie z codziennej współpracy czynnych i biernych muzyków. I tak, po kilku próbach udało nam się zorganizować w kinie Stacja Falenica koncert urodzinowy. Ten towarzyski sukces ośmielił mnie do kroczenia dalej po drodze rodzimego „szołbyznesu”. Od dawna myślałem o monodramie, który mógłby przybliżyć publiczności zawód lektora: czym jest i jak wygląda z drugiej strony. Ta myśl zderzona z muzycznym eksperymentem urodzinowym eksplodowała pomysłem zrealizowania przedstawienia muzycznego, w którym lektor, zazwyczaj milczący w trakcie trwania piosenek w filmie, tutaj odzyskuje głos. Matkami chrzestnymi przedsięwzięcia zostały moje przyjaciółki: Jola Kasparek i Dorotka Pułaska oraz moja żona Agnieszka. Dużą pracę w warstwie muzycznej wykonała Laura Raab, z którą śpiewam w przedstawieniu. Nad głosem pracowała z nami Agnieszka, a aranżacyjnie całość ogarnął Tomek Filipczak .Muzyczne trio, które nam towarzyszy, to: fortepian - Tomek Filipczak, kontrabas - Piotr Rodowicz i perkusja - Paweł Dobrowolski. Agnieszka z Dorotką całość tekstem oprawiły i wyreżyserowały, Jola zaś zajęła się przedsięwzięciem od strony produkcyjnej. Prapremiera przedstawienia "Głos ma twarz, czyli sztuka uwodzenia dźwiękiem" odbyła się na Festiwalu Filmowym w Zwierzyńcu. Naszą kompanię twórczą ochrzciliśmy mianem "DreamVoice Production" i pod tym mianem istniejemy na Facebooku. Tam można znaleźć materiały muzyczne i zdjęcia z naszych występów w Zwierzyńcu i w Rybniku.

Interesuje Pana kariera wokalna? Ma Pan w związku z tym jakieś plany?

Lubię śpiewać. Czytaniu poświęciłem już w swojej karierze zawodowej ogrom uwagi i czasu. Jeśli więc uda mi się uszczknąć z tego choć trochę dla śpiewu - będę szczęśliwy.

Co Pan sądzi o "czytaniu" tekstu piosenek w filmach fabularnych?

Jak trzeba - czytam. Jako widz- wolę napisy.

Jak zostać lektorem jeśli ma się do tego predyspozycje? Od czego zacząć, komu się pokazać a raczej dać się usłyszeć?

Nie ma na to recepty. Predyspozycje, warsztat i chęć to punkt wyjścia. Nagrywać się w bankach głosów i dzwonić, dzwonić, dzwonić. I nie zrażać się. I dzwonić.

W niektórych filmach da się usłyszeć, że poziom głośności ścieżki oryginalnej jest zmienny. Wzrasta gdy lektor robi pauzę i obniża się kiedy zaczyna czytać. Kto decyduje o takim zabiegu?

Kiedyś rozmawiałem o tym z moim kolegą- realizatorem dźwięku. Nie pamiętam o co dokładnie chodzi, ale jest to jakaś nieprawidłowość techniczna.

Obecnie nagrania zapisywane są w formie cyfrowej. Gdzie trafiają takie nagrania po emisji filmu w TV?

Kwestie technologiczne nie są mi dobrze znane. Generalnie zasada jest taka, że nośnik, z którego film jest emitowany, przechowywany jest w archiwum. Są to albo taśmy analogowe, albo taśmy cyfrowe, albo pliki dźwiękowe w zależności od nadawcy czyli stacji telewizyjnej. Prawdopodobnie w najbliższej przyszłości wszyscy będą pracować na plikach, ale jest to oczywiście zależne od polityki sprzętowej poszczególnych stacji.

Czy głos lektora w rzeczywistości brzmi tak samo jak w głośniku? Od czego to zależy i czy marka/model mikrofonu ma na to wyraźny wpływ?

Głos lektora w rzeczywistości brzmi naturalnie - w głośniku telewizora, jak by się nie starać - jest przetworzony elektronicznie. Oczywiście zadanie realizatora polega na tym, by różnica była niezauważalna. Dlatego ważny jest dobór mikrofonu i przetworników, ucho i upodobania realizatora dźwięku i, finalnie, parametry emisji.

Czy spoglądając w przyszłość nadal widzi Pan lektora jako główną formę przekładu audiowizualnego w filmach fabularnych w telewizji? Wiele ludzi jest za napisami bądź dubbingiem.

Wydaje mi się, że wersja lektorska w opracowaniu filmu jest najbardziej uniwersalna dla telewidzów ze względów praktycznych. Oczywiście wyłączając tych, którzy mówią językami świata. Wersja lektorska, czyli tzw. "szeptanka" nie odbiera naturalnego głosu aktorowi (jak czyni to dubbing) i pozwala na chwilowe zrywanie kontaktu wzrokowego z ekranem czy nawet wyjście z pokoju telewizyjnego bez utraty łączności z filmem (co uniemożliwiają napisy). Oczywiście dla dzieci - jak najbardziej dubbing, a w kinie - zdecydowanie napisy. Idealnym rozwiązaniem byłoby danie publiczności telewizyjnej możliwości wyboru: przyciskiem pilota decyduję czy chcę słuchać oryginału, dubbingu, lektora czy czytać napisy - ale to wyjście bardzo kosztowne.

Dziękuję za rozmowę!
 


Powrót do Spis Treści

3 komentarze:

  1. najwspanialszy lektor na swiecie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Najlepsiejszy, zgadza się! I kropka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oglądam tylko te filmy , które czyta Pan Piotr Borowiec,
    nie ma sobie równych,jest po prostu genialny, nikt mu nigdy nie dorówna.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy